Piszę "pro publico bono"...
"Wysyłałem studentów IV i V roku na spacer ulicą Mickiewicza (również do tych dwóch budynków mieszkalnych), żeby zobaczyli jak wiele w architekturze znaczy detal. Jak dużo może znaczyć dobrze zaprojektowany gzyms czy obramowanie okna czy w końcu detal ściany wykonany z cegły. Jak wiele dzięki tym szczegółom można osiągnąć dla uzyskania zwartości i klimatu pierzei ulicznej, mimo jej różnorodności. Dzisiaj nie ma już tej ulicy sprzed zaledwie kilku lat. Mimo że tynk odpadał, że elewacje były szare i kostropate, był jakiś klimat całej pierzei północnej. Mamy elewacje gładkie, na których "malowanki" udają detal. Do tego przypadkowe kolorystyki wybijające się na oryginalność, rażące w zestawieniu nawet sąsiadujących z sobą budynków - nie mówiąc o skali ulicy.
Czy powinniśmy być z takich osiągnięć dumni? Czy profesjonalnie nie niszczymy wartości zastanych, których później nie potrafimy obronić? Nie znam się na przepisach, nie znam możliwości działania służb konserwatorskich, ale dlaczego nie udaje się nam to, co innym się udaje? Czy skazani jesteśmy na architekturę bez żadnego wyrazu, architekturę pod którą czuje się jedynie styropian?"
|
|
|
| ku uwadze nadzoru budowlanego i służb konserwatorskich ... |
Kwestia warta jest pilnej dyskusji środowiska architektów z służbami miasta
odpowiedzialnymi za estetykę, architekturę i wartości kulturowe Szczecina
[ Komunikat z przestrzeni cofniętej... ]