Nie
umiera ten, kto trwa w pamięci i sercach naszych! Od lat młodzieńczych
działam w Szczecinie, mam - w naszej małej Ojczyźnie wielkie autorytety. Wielu
z nich już odeszło. Podczas moich spotkań dr Bogdanem Frankiewiczem często rozmawialiśmy
o śmierci, może dlatego, że robiliśmy książkę o cmentarzach... Kiedyś padło pytanie,
takie naturalne. - To będzie Pan pochowany na swoim ukochanym Cmentarzu Centralnym
prawda? Jak bardzo się zdziwiłem, że jednak nie. W Poznaniu, w swoim rodzinnym
mieście jest grób rodzinny. Gdy już po śmierci Bogdana Frankiewicza uświadomiłem
sobie, że brakuje grobu tego wielkiego Szczecinianin na naszym cmentarzu postanowiłem
to zmienić. Dlatego też chciałem w jakiś sposób utrwalić w naszej pamięci dr Bogdana
Frankiewicza. Wówczas powstała idea pod hasłem: DRZEWKA PAMIĘCI. Jest wiele postaci,
które swoje życie poświecili dla nas, dla naszego miasta odciskając na nim swoiste
niezatarte piętno, lecz ich groby są gdzieś daleko, zazwyczaj przy rodzinie -
w grobowcach rodzinnych - w Warszawie Gdańsku, Poznaniu. W tych dniach pożegnaliśmy
prof. Stanisława Latoura - który poświęcił całe swoje życie dla Szczecina a miejsce
pochówku wybrał swoje rodzinne miasto - Warszawę. DRZEWKA PAMIĘCI
będą sadzone wielkim postaciom z życia kulturalnego, naukowego i społecznego naszego
miasta. Tym wszystkim, których życie było związane ze Szczecinem, ale miejsce
wiecznego spoczynku wybrali gdzieś daleko od Szczecina. Zawsze będą sadzone dęby
- takie mocne szlachetne drzewo. Przyszłości będą wybierane różne odmiany dębów,
co pozwoli uatrakcyjnić i wzmocnić drzewostan naszego ogrodu-cmentarza. DRZEWKA
PAMIĘCI będą porozrzucane na terenie całego Cmentarza Centralnego. Obok powstaną
cokoły z informacją o osobie, ze znakiem graficznym DRZEWKA PAMIĘCI (cokoły powstają
w najbliższym czasie). Inicjatywa ma pozostać w gestii stowarzyszeń a prawo zgłaszania
przysługuje wszystkim organizacjom, na kolejne zgłoszenie czekamy do 30 czerwca
2008 r. Rozpoczynamy akcję związku z tym tegoroczne są tylko nasze zgłoszenia.
Ale liczymy, że za rok włączą się inne stowarzyszenia ze Szczecina. W tym roku
nasze Stowarzyszenie Czas Przestrzeń Tożsamość postanowiło posadzić DRZEWKA PAMIĘCI
- poświęcając pamięci czterem postaciom. dr Bogdan Frankiewicz (1923-2003)
historyk, archiwista Stefan Kwilecki (1925-2001) architekt, konserwator zabytków
ks. arcybiskup, prof. dr hab. Kazimierz Majdański (1916-2007) Marian Nyczka (1925-1986)
malarz, grafik Taka pamięć to budowanie tożsamości naszego miasta. Miasto
podobnie jak i człowiek bez pamięci jest tylko pustą wydmuszką, bańką mydlaną
na wietrze. Człowiek bez przeszłości to i wielokrotnie człowiek bez przyszłości.
Serdecznie zapraszamy wszystkich Szczecinian w dniu 2 listopada (Zaduszki) 2007
o godz. 12.00 do kaplicy na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie na spotkanie wspomnieniowe.
Po spotkaniu odbędzie się uroczyste posadzenie dębów.
Andrzej
Łazowski / Stowarzyszenie Czas Przestrzeń Tożsamość Partnerem przy realizacji
projektu jest ZUK w Szczecinie. Bogdan Frankiewicz (1923-2003)
archiwista, historyk Nawiązując do słów, które wypowiedziałem nad urną z prochami
najbardziej znanego szczecińskiego archiwisty na cmentarzu w Poznaniu 10 lipca
2003 r. pragnę i teraz podkreślić, iż dr Bogdan Frankiewicz rozdarty był między
dwa miasta i regiony. Dzieciństwo i młodość, w tym studia, spędził w Poznaniu,
gdzie mieszka część Jego rodziny. W rodowym grobowcu spoczęły też Jego prochy.
W Poznaniu spędzał też urlopy, święta, a czasami nawet weekendy. Ale Jego miejscem
w aktywności zawodowej i społecznej od 1952 r. do chwili śmierci był Szczecin
i Pomorze Zachodnie. Tu napisał swoją świetna pracę doktorską o robotnikach przymusowych
oraz setki artykułów, recenzji i esejów, tu opracował dziesiątki zespołów archiwalnych,
tu uczestniczył w życiu społecznym i intelektualnym środowiska, tu zyskał wiernych
przyjaciół i tu po wsze czasy zakorzeniła się pamięć o wybitnym humaniście związanym
z Archiwum Państwowym i do końca swych dni mu wiernym. Tabliczka z Jego imieniem
wmurowana zostanie w krypcie pamięci w pałacu w Strzmielu, obok Jego kolegów wcześniej
pożegnanych, takich jak profesorowie Henryk Lesiński i Mieczysław Stelmach, doktor
Jerzy Podralski. Będąc człowiekiem nie związanym z żadnym nurtem politycznym,
otwartym na konstruktywną współpracę na rzecz rozwoju humanistyki z różnymi kręgami
społecznymi, propagował tolerancję i kulturę współżycia społecznego. Odznaczony
został m.in. krzyżem kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, złotą odznaką "Gryfa
Pomorskiego", medalem "Za zasługi dla archiwistyki". Jego dorobek
badawczy obejmuje około 100 artykułów publikowanych w czasopismach krajowych i
zagranicznych (nie mówiąc już o recenzjach i krótkich notatkach). Jest autorem
bardzo ważnej dla regionu książki Praca przymusowa na Pomorzu Zachodnim w latach
II wojny światowej. Na uwagę zasługuje też praca Dzieje szczecińskich cmentarzy
(wydana pośmiertnie w 2003 r.). Jest także współautorem blisko 20 książek książkowych
prac zbiorowych. Nie tylko ten zebrany i określony formalnie wykaz prac stanowi
jednak o dorobku duchowym Doktora Bogdana. Był to bowiem człowiek niezwykle i
bezinteresownie życzliwy. Bez Jego pomocy wiele prac dotyczących procesów zachodzących
na Pomorzu Zachodnim w XIX i XX wieku miałoby inny, sądzę, że dalece niepełny,
charakter. B. Frankiewicz bowiem udzielił setek porad, wskazówek, informacji źródłowych,
uzupełnień tekstowych zarówno dla młodych, jak i doświadczonych badaczy. Jedni
zaznaczyli to w swych tekstach, inni nie. Nigdy zresztą o to nie zabiegał. Odnosząc
się do Jego aktywności społecznej odnotować trzeba, iż należał do grona założycieli
szczecińskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego (w 2003 r. otrzymał
nagrodę za upowszechnianie kultury historycznej im. prof. Henryka Lesińskiego),
przez 30 lat był członkiem zarządu tego stowarzyszenia. Był też współorganizatorem
i wieloletnim działaczem oddziału szczecińskiego Stowarzyszenia Archiwistów Polskich.
Na IV Powszechnym Zjeździe SAP we wrześniu 2000 r. został wybrany honorowym członkiem
SAP (to najwyższe wyróżnienie Stowarzyszenia). Znana jest też aktywność B. Frankiewicza
w Szczecińskim Towarzystwie Kultury, Towarzystwie Przyjaciół Szczecina, Towarzystwie
Przyjaźni Polsko-Francuskiej oraz organizacjach zajmujących się upowszechnianiem
kultury teatralnej. Wiele serca poświęcił społecznej pracy na rzecz dokumentowania
stuletnich losów szczecińskiej nekropolii (m.in. jest współautorem książki o szczecińskim
Cmentarzu Centralnym). Wspominał prof. Kazimierz Kozłowski Stefan Kwilecki
(1925-2001) architekt, konserwator zabytków Był dla Szczecina osobą znaczącą i
charakterystyczną, postacią niepospolitą; zwracał uwagę zarówno sylwetką, jak
i osobowością, był odwrotnością przeciętności. Miał wzrost powyżej normy, ponad
2 m, szczupły, z daleka się go zauważało, gdy przemierzał uliczki Pogodna czy
ulicę Mickiewicza, przy której mieszkał blisko 40 lat, między uniwersytetem a
ulicą Wieniawskiego, trochę niepewnym bocianim krokiem, pomagając sobie laską
- w grubych okularach; w ostatnich latach wada wzroku powodowała, że nie dostrzegał
nikogo i niczego poniżej linii oczu. Mogło się wydawać, że z "Olimpu"
swego zamyślenia nie zauważa ludzi. Ojciec Stefana zmobilizowany w 1939 roku,
internowany w Starobielsku; wiosną 1940 roku został zamordowany w Charkowie. Matka
z dziećmi okupację przeżyli w Rabce, później w Kieleckim w majątku Zamoyskich,
gdzie Stefan został zatrudniony jako pisarz i traktorzysta. Uczył się na tajnych
kursach i maturę zdał eksternistycznie. Matka, aresztowana przez okupanta została
wywieziona do Ravensbrück; wkrótce po powrocie zmarła na skutek oparzeń jakich
doznała, ratując z pożaru dobytek jednej z rodzin - mieszkańców wsi Bąkowa Góra,
gdzie zatrzymała się z dziećmi w wojennej wędrówce. Ela w 1943 roku wstąpiła do
Niepokalanek. Odtąd trójka rodzeństwa musiała sobie radzić sama. Do Szczecina
przyjechał w 1948 roku i od tego czasu związał się z Pomorzem Zachodnim na zawsze,
w Poznaniu z powodu pochodzenia nie miał szans dostania się na studia. Zapisał
się na architekturę w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Szczecinie i na początek
znalazł oparcie w Instytucie Liturgicznym prowadzonym przez księdza Kazimierza
Żarnowieckiego, który prowadził internat dla uczących się młodych ludzi. Cierpiał
wielką biedę, czasem bywał głodny. Ani wtedy, ani później nie odznaczał się zmysłem
praktycznym, nie należał do tych co umieją walczyć, wolał oddawać się swoim pasjom,
czytać, słuchać muzyki poważnej. Mieszkając w pokoju sublokatorskim na ul. Bojki
na Pogodnie wolne chwile spędzał na zabawie z dziećmi swoich gospodarzy, budując
z zapałek przepiękne konstrukcje i zamki średniowieczne, których byt był bardzo
krótki. Dyplom uzyskał w 1952 roku na WSI w Poznaniu i tam też 15 sierpnia ożenił
się z Izabellą Ułaszyn, córką profesora językoznawcy. W Szczecinie przydzielone
mu dwa pokoje we wspólnym mieszkaniu w kamienicy na pl. Zgody - był pierwszym
domem rodzinnym, do którego w styczniu 1954 roku wprowadził żonę z córeczką Magdaleną.
Pracę otrzymał w Wojewódzkim Urzędzie Konserwatorskim, w którym stanowisko Konserwatora
Wojewódzkiego zajmował wówczas kolega z Poznania, historyk sztuki mgr Henryk Dziurla,
do dzisiaj profesor Uniwersytetu Wrocławskiego. Po dwóch latach przeniósł się
do Pracowni Projektowej świeżo powołanego Oddziału PP PKZ. Jego ówczesny dyrektor
prof. arch. Stanisław Latour wymieniał badane
przez Stefana w tym czasie obiekty: Zamek Książąt Pomorskich, kościół św. Jakuba,
Stary Ratusz w Szczecinie, zamki w Darłowie, Bytowie i Płotach; kościoły Mariacki
i Augustianów w Chojnie. W 1960 roku kiedy Henryk Dziurla musiał opuścić stanowisko
Konserwatora, powierzono je Kwileckiemu. Było to 12 lat walki o ratowanie obiektów
zabytkowych zarówno świeckich jak i sakralnych przed realizowaniem nakazów rozbiórki.
Do najbardziej spektakularnych należy dyskusja wokół szczecińskiego kościoła św.
Jakuba, którego potrafił ochronić przez przedstawienie władzom astronomicznych
kosztów rozbiórki ruiny tego cennego, gotyckiego, olbrzymiego obiektu, zbombardowanego
6 stycznia i 18 sierpnia 1944 roku i zabezpieczonego w końcu lat 40. XX wieku,
przez Konserwatorów inż. Zygmunta Knothe i Zofię Krzymuską. Każdy zabytek angażował
go bez reszty nie tylko intelektualnie, ale i uczuciowo. Szczeciński ratusz staromiejski
był jedną w wielkich jego miłości, osobiście obstukiwał go z XVIII-wiecznych tynków,
by z radością odnajdywać średniowieczne profile i glazury. Nie da się wymienić
tu wszystkich jego inicjatyw. Do najbardziej znaczących należą: rewaloryzacja
pałacu biskupiego, ratusza i kościoła św. Mikołaja w Kamieniu Pom.; murów miejskich
w Pyrzycach, Chojnie, Choszcznie i Mieszkowicach; kamienic i bram w Stargardzie.
W wolnych chwilach penetrował teren po obydwu stronach Odry na rowerze - nigdy
nie posiadał innego pojazdu. W 1972 roku wymuszono na nim rezygnację ze stanowiska,
według Stanisława Latoura głównie przyczyniła się do negatywnego stanowiska władz,
nieprzejednana postawa jeśli idzie o zabezpieczanie i niezgoda na rozbiórkę kościołów
wiejskich. Na 80 decyzji ostatecznie rozebrano 2 kościoły. Po odejściu z Urzędu
Konserwatorskiego powrócił do PP Pracownie Konserwacji Zabytków. Dzięki doskonałej
znajomości języka francuskiego otrzymał zlecenie z Ministerstwa Kultury i Sztuki
na inwentaryzację poloników we Francji - trwało to kilka miesięcy i dało mu dużo
nowych kontaktów, radości i satysfakcji. Praca w PKZ-ach była dla Stefana trudna
ze względu na obowiązujący swego rodzaju akord - trzeba było mieć odpowiedni "przerób"
w zespole, żeby zarobić pieniądze. Stefan, który nigdy nie był w stanie się spieszyć,
nie umiał zakończyć pracy nad obiektem, który go pochłaniał bogactwem problemów,
rodzących się w czasie badań znaków zapytania - "przerobu" nie mógł
osiągnąć. Dzięki inicjatywie prof. Stanisława Latoura, który wyczuł u Stefana
talent dydaktyczny, w 1975 roku został zatrudniony w Politechnice Szczecińskiej
w Zakładzie Teorii Architektury, Historii i Konserwacji Zabytków na Wydziale Budownictwa
i Architektury jako starszy wykładowca. Jako pasjonat przedmiotu został bardzo
dobrze przyjęty przez młodzież, znalazł tu wielu przyjaciół. Okazało się, że posiadał
cechy idealnego nauczyciela: solidną wiedzę, popartą najczęściej autopsją, erudycję
i charyzmę, otwartość i przyjaźń dla młodych. Szczególnie lubił mówić o sztuce
francuskiej, ale i angażował uczniów w swoje ulubione obiekty pomorskie. Miłością
ostatnich lat był kościół Mariacki w Chojnie i kaplica templariuszy w Rurce, opracowywane
przy współpracy ucznia i przyjaciela inż. arch. Macieja Płotkowiaka. Mógł o nich
mówić z zapałem i wzruszeniem, bez względu na to w jakim stopniu słuchacz był
zainteresowany - w takich sytuacjach był przykładem niepoprawnego egocentryka.
Zaangażowany w sprawy Kościoła, walcząc o ratowanie świątyń, co nie było możliwe
bez pokaźnych pieniędzy, bolał nad posługiwaniem się w Kościele "środkami
bogatymi". Szczególnie osobiście przeżywał budowę bazyliki w Licheniu. Toż
właśnie na ziemiach Kwileckich, gdzie pierwszy kościół dla cudownego obrazka Matki
Boskiej Licheńskiej ufundowała jego babka, wyrastała na jego oczach gigantyczna
budowla z pozłacanego aluminium, szkła i marmurów. Żadne argumenty w jej obronie
do niego nie trafiały, był bezkompromisowy, płakał z bólu, złości i zgorszenia.
Po przejściu na emeryturę czas i siły pochłaniała troskliwa i pełna oddania pielęgnacja
żony, dotkniętej ciężką chorobą. Po jej odejściu żył dość samotnie, pełen wahań
czy zdecydować się na pożegnanie ze Szczecinem i przeniesienie się do Warszawy
czy pozostanie. Mówi o tym w filmie, który o nim nakręciła telewizja. We wrześniu
2000 roku na 75-lecie urodzin córka zrobiła mu niespodziankę, przyjechała, zorganizowała
spotkanie dla przyjaciół i przekonała serdecznie do przeniesienia się do niej,
do jej domku pod lasem w Rajszewie koło Jabłonnej. Zaczął się pakować i żegnać.
Bardzo go wzruszyło pożegnanie zainicjowane przez kolegów ze Stowarzyszenia Konserwatorów
Zabytków. Pożegnał się z parafią Św. Krzyża, odwiedzał przyjaciół. Wszystkie książki
znalazły się w systematycznie ponumerowanych kartonach. Był spokojny, bolał nad
rozstaniem ze Szczecinem, ale cieszył się, że będzie blisko ostatniej ze swoich
ukochanych kobiet. Zaczął pisać wspomnienia. Na Boże Narodzenie podjął jeszcze
bardzo trudną ponad siły podróż do syna Michała i wnuków do Belgii. Wrócił chory,
ale w momencie kiedy wydawało się, że dzięki staraniom młodego przyjaciela Macieja
Płotkowiaka, niebezpieczeństwo jest zażegnane, w Nowy Rok 2001 roku całkowicie
przygotowany do drogi, jeszcze ze swojego ukochanego Szczecina przeszedł cicho
i niespodziewanie do "lepszego świata". Został pożegnany 4 stycznia
w szczecińskiej katedrze św. Jakuba, którą ratował, badał i odbudowywał. Zgromadziło
się wielu przyjaciół, kolegów i uczniów. Po nabożeństwie ostatecznie opuścił Szczecin
- pojechał na cmentarz do Gosławic pod Koninem, parafii do której należy Maliniec.
Pochowany jest w rodzinnym grobowcu obok dziadków i żony. Wspominała: Maria Glińska Kazimierz
Majdański (1916-2007), biskup szczecińsko-kamieński, teolog; arcybiskup, Honorowy
Obywatel miasta Szczecina. Pochodził z wielodzietnej rodziny robotniczo-rolniczej.
W latach 1934-1939 studiował filozofię i teologię w Wyższym Seminarium Duchownym
we Włocławku. 7 listopada 1939, jako alumn VI roku, został aresztowany przez gestapo.
Był więziony w Sachsenhausen i Dachau, został w Dachau poddany doświadczeniom
pseudomedycznym. Po zwolnieniu przyjął święcenia kapłańskie 29 lipca 1945 w Paryżu.
Odbył studia doktoranckie w dziedzinie teologii moralnej na Uniwersytecie w szwajcarskim
Fryburgu. Od 1949 był wikariuszem parafii katedralnej we Włocławku Od roku 1962
został mianowany biskupem pomocniczym włocławskim. Odebrał sakrę biskupią w 1963
we Włocławku. Prowadził wykłady w Akademii Teologii Katolickiej, w 1972 habilitował
się; w 1975 założył Instytut Studiów nad Rodziną przy ATK i został jego pierwszym
dyrektorem (do 1993). W marcu 1979 został przeniesiony na stolicę biskupią szczecińsko-kamieńską.
W okresie sprawowania przez niego funkcji biskupiej powstało Wyższe Seminarium
Duchowne w Szczecinie (1981) oraz Instytut Świeckiego Życia Konsekrowanego - Świętej
Rodziny (1986). W 1987 r. był inicjatorem i organizatorem wizyty Jana Pawła II
w Szczecinie. Przyczynił się do rozwoju i poszerzenia diecezji, co dało podstawy
do podniesienia Szczecina do rangi metropolii w marcu 1992 roku. W tym samym roku
biskup Majdański - ze względu na osiągnięcie wieku emerytalnego - został przeniesiony
w stan spoczynku i zwolniony z obowiązków duszpasterza diecezji, otrzymał jednocześnie
tytuł arcybiskupa ad personam. W 2006 r. został odznaczony Orderem Orła Białego.
Podczas II Soboru Watykańskiego abp Majdański uczestniczył w rozmowach poprzedzających
przygotowywanie listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z pamiętnymi słowami
"przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Sam wielokrotnie mówił o potrzebie
przebaczenia i pojednania między Polakami i Niemcami. W 1991 roku został odznaczony
Wielkim Krzyżem Zasługi z Gwiazdą za wkład w dzieło pojednania polsko-niemieckiego.
Pochowany został w Łomiankach w kaplicy w założonym przez siebie Instytucie Studiów
nad Rodziną. Marian Nyczka (1925-1986) malarz, grafik. Urodził się
w 1925 r. w Kiełczewie w Wielkopolsce, zmarł 1986 r. w Szczecinie. Studia: PWSSP
w Gdańsku, pracownia prof. J. Studnickiego i prof. J. Żuławskiego. Od 1953 r.
w Szczecinie. Był członkiem grup twórczych: Grupa 7, Grupa 3, Grupa 13. Odbywał
podróże artystyczne. Malarz i grafik. Udział w wielu wystawach zbiorowych min.
w Polsce: Warszawa, Wrocław, Opole, Kraków, Poznań, Bielsko-Biała oraz za granicą:
Rostock (Niemcy), Sandiego de Chile (Chile), New Dehli (Indie), Ankara, Stambuł
(Turcja), Sao Paulo (Brazylia), Moskwa (ZSSR), Cleveland (Wielka Brytania). Zorganizował
kilka wystaw indywidualnych: wystawa malarstwa i grafiki, BWA, Szczecin 1960,
1961, 1971; wystawa grafiki, Arsenał, Poznań 1963; wystawa grafiki, BWA, Lublin
1964; wystawa jubileuszowa, Muzeum Narodowe, Szczecin 1983; Marian Nyczka 1925-1986.
Linoryty, Galeria Kordegarda, Warszawa 1987. Prace w zbiorach: Muzeum Narodowe
w Szczecinie, Muzeum Narodowe w Warszawie, Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie,
Książnica Pomorska w Szczecinie, Muzeum Okręgowe w Toruniu, Muzeum im. L. Wyczółkowskiego
w Bydgoszczy, Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze oraz zbiorach prywatnych
w kraju i za granicą. W katalogu do wystawy indywidualnej Mariana Nyczki "Z
GALERII WSPOMNIEŃ" organizowanej w tym roku w Zamku Książąt Pomorskich w
Szczecinie Jadwiga Najdowa napisała: "W środowisku szczecińskim w początkowym
okresie artysta pozostawał odosobniony w swoich poczynaniach w dziedzinie grafiki,
utrzymywał jednakże bliskie kontakty z twórcami innych ośrodków, śledził też z
uwagą wydarzenia artystyczne w kraju i na świecie. Za swego mistrza obrał Picassa.
Bogactwo interpretacji grafiki wielkiego twórcy stało się dla Nyczki przedmiotem
dociekliwych analiz i studiów, przyswajania zabiegów warsztatowych, sposobu rozczłonkowywania
i zespalania formy i jak się okazało, także akceptowania postkubistycznych idei.
Z wielorakich poczynań Picassa w grafice Nyczka skupiał uwagę tylko na niektórych,
tych przydatnych do wypracowania i formułowania własnego stylu". Jadwiga
Najdowa na koniec wstępu podsumowuje twórczość "[...] Marian Nyczka pozostanie
dla mnie Mistrzem postaci kobiecych." |